środa, 14 lutego 2018

Także ten...

Walentynki walentynkami, ale dzisiaj jest również święto chorych psychicznie. No, czyli wychodzi na to, że gdybym obchodziła jakiekolwiek święta i dni, to miałabym dobrą okazję żeby sobie poimprezować. W końcu, jako człowiek z depresją, do towarzystwa zrzeszającego czubków wszelkich odmian, najpewniej bym się nadawała ^^ I w ogóle, to przypomniała mi się jakże zacna piosenka: Apteka - "Jestem" <3

Wracając jednak do święta zakochanych, to tak się składa, że mam na toto raczej wyłożone, przy lekkim ukierunkowaniu na nielubienie. I nie, żebym kiedyś doznała jakichś straszliwych zawodów miłosnych i teraz pogrążała się w smutku, czy coś. Bo tak się składa, że nic podobnego nigdy mi się nie przydarzyło. 
Po prostu, mierzi mnie ta wszechobecna, walentynkowa tandeta i to wszystko. 

Poza tym, uważam za całkiem głupie i niepotrzebne, gdy niektórzy ludzie, właśnie na tę okazję, na siłę, wręcz jakby byli pod przymusem, szykują dla swoich ukochanych prezenty i ogarniają całą resztę, tego wielce romantycznego badziewia. (Znaczy ten, tego, jeśli osoba chce się zmuszać do świętowania, to jej sprawa; męczy się na własne życzenie, a mnie do tego nic a nic).
Ale poważnie, nie pojmuję jeszcze jednej rzeczy, mianowicie - takiego nachalnego oczekiwania od którekolwiek ze stron, że otrzyma od towarzysza/towarzyszki jakiś podarunek. Pewnie, że bardzo miło jest coś dostać, aaaale... Ale to nie znaczy, że jeśli jednak nie dostanie się niczego, to trzeba od razu strzelać focha (a nie raz, nie dwa, miałam okazję słuchać o tego typu chorych akcjach).
Także ten... Pewne relacje występujące między człowiekami, są mi zupełnie obce. Ja tylko tak sobie te człowieki obserwuję i myślę, że to dziwne, niekiedy całkiem durne stworzenia i w swoich reakcjach obrzydłe. *gwałtowny powiew mizantropii*

(Oczywiście mam świadomość, że są jeszcze okazy Homo sapiensów, które biorą udział w tej szopce z prawdziwą radością i powodują nimi chęci jak najlepsze. I takie postępowanie, jest bardzo cacy. Tylko, że tego typu podejście, chyba należy do rzadkości, mam rację?)

Takoż, w kwestii dnia dzisiejszego, mój stan umysłu można zobrazować, przy pomocy takiego oto mema:

Niestety, nie należę do osób, które mają w sobie chociażby minimum romantyzmu. 
Tak bardzo mi z tego powodu przykro, że aż wcale nie.

niedziela, 11 lutego 2018

Wonsz żeczny jest niebezpieczny tududu tududu

Piszę coraz rzadziej, ponieważ nie mam na to ani weny, ani czasu.
W sumie, prócz mojego zwyczajowego pier#%^loenia o Szopenie, chciałabym tu wrzucić swoje wywody, dotyczące tematów cokolwiek poważniejszych. Tylko, alby wyprodukować treści zawierające minimum sensu, najpierw, trzeba się - uwaga, uwaga... SKUPIĆ. A ostatnimi czasy, akurat z tym, mam coraz większy problem. Może to dlatego, że mój mózg jest tak przeżarty przez leki, że już nie funkcjonuje prawidłowo. A może to dlatego, że jestem tak głupia, że moje IQ powinno się mierzyć w skali ujemnej. Właściwie, chyba nie wiem, jak to jest. 
Tyle będzie słowem wstępu.


tududu tududu #1
Pamiętają/wiedzą, Szanowni Czytelnicy, jak to pisałam o dziewczynie, która wytatuowała sobie gałki oczne i teraz ma problem? W razie, jakby nie, to odsyłam [tutaj] i jeszcze [tutaj]
Takoż, jeśli poczynania Anoxi Cimeriesi komukolwiek wydawałyby się głupie i dziwne, to obwieszczam wszem i wobec, że przy tym, co wymyśliłam sobie ja, tatuowanie oczu jest doprawdy bezpieczną "zabawą". 
O moim chorym pomyśle, wie zaledwie kilka osób i póki co, niech tak zostanie - przynajmniej do czasu, aż uzbieram niezbędne mi fundusze i wdrożę swój plan w życie. "Krzywdzeniem" mnie, zajmie się lekarz, ale chirurgiem plastycznym, bynajmniej on nie będzie. 
Niestety, wiele, wiele wody upłynie, nim zacznie się całe to szaleństwo. 
Oczywiście mam świadomość bólu, oraz ewentualnych powikłań, jakie mogą mnie czekać. Jednocześnie, moja fascynacja możliwościami medycyny i tym, czemu chcę się poddać jest tak wielka, że raczej nie zrezygnuję z tego, co sobie umyśliłam. 
Cóż, chyba wygląda na to, że karuzela spier^#%^olenia na którą wsiadłam, gwałtownie przyspieszyła xDDDD



tududu tududu #2
Opowiadał mi pewien dohtór (stosunkowo niedawno), jak to jechał pociągiem do pracy i miał czterogodzinne opóźnienie, bo jakiś typ rzucił się na tory, centralnie, pod nadjeżdżający pociąg. No i trzeba było sytuację jakoś ogarnąć i wymienić motorniczego, albowiemgdyżponieważ ten był w ciężkim szoku.
Naszła mnie po tym pewna refleksja, mogąca dla co niektórych wydawać się dość dziwną.
No dobrze. Zacznę od tego, że moje podejście do kwestii samobójstwa, prawdopodobnie jest wypaczone. Ogólnie, jeszcze nie mam potrzeby ze sobą kończyć, jednak myślę, że gdybym jednak zdecydowała się na ten krok, to... Z pewnością odebrałabym sobie życie w taki sposób, aby oszczędzić ludziom niesmacznych widoków, traumy i wydatków na firmę sprzątającą po zgonach.  Bo to, że na mnie widok zmasakrowanych ciał i wywalonych wnętrzności nie robi wrażenia, nie jest równoznaczne z tym, że u innych to działa podobnie. A ja, mam to do siebie, że nie lubię niepotrzebnie burzyć cudzego spokoju.
Tak więc, wskakiwanie pod pociąg, czy rzucanie się z wieżowca, czy coś innego w podobnym stylu, wydaje się dla mnie trochę egoistyczne. Nie widzę powodu, aby ostatecznie opuszczając ten świat, stresować Bogu ducha winnych ludzi, którzy z pewnością mają miliard swoich problemów. 

Photo by Elijah O'Donell on Unsplash

Powyższy post nie ma na celu kogokolwiek obrażać, czy nakłaniać do robienia sobie krzywdy. 
Nikogo nie oceniam, ok? Ja tylko dzielę się swoimi przemyśleniami.