sobota, 7 kwietnia 2018

shr.Ɣ.°13

Pojechałam po żwirek dla kotów, a przywiozłam ze sobą jeszcze chomicę. Kupiłam ją spontanicznie, za dyszkę. W sumie, nigdy nie byłam przekonana co do chomików, ale coś mnie przyciągnęło do tego akurat zwierzęcia i uznałam, że muszę je mieć. I bardzo dobrze, bo jak się okazało, ta puchata kulka jest niemożliwie urocza. Naprawdę, przemiłe i wyjątkowo pocieszne z niej stworzenie.
Nie mogę się napatrzeć, gdy stroszy futerko i myje te swoje pućki xD
Stworynka nazywa się Sheila i aktualnie urządza swoją klatkę - więc cały czas rozgrzebuje podłoże i czymś szeleszcze. Myślę, że w tym tygodniu zrobię jej jakieś dodatkowe wyposażenie klatki - niech się cieszy nowym "mieszkankiem". No i mam nadzieję, że będzie zadowolona z życia u mnie.





Zastanawiałam się, czy moje balkonowe poziomki przetrwają zimę i jestem mile zaskoczona, ponieważ wszystkie krzaczki, już mają młode, włochate listki. Przyznam, że na czas mrozów, nawet nie zabezpieczyłam doniczek, zatem rośliny nie były w żaden sposób chronione przed zimnem. Wygląda więc na to, że trafiłam na wyjątkowo odporną odmianę. Także ten, zamierzam zwiększać liczebność poziomkowej populacji, bo nie dość, że odporne to i łatwe w uprawie, to ma jeszcze przepyszne owoce, które w smaku nieco różnią się od tych zmutowanych ze sklepu xD



poniedziałek, 2 kwietnia 2018

shr.Ɣ.°12


Świąt Wielkanocnych nie obchodzę, z resztą - tak, jak żadnych innych. Aktualnie, wyjątkiem od reguły jest jedynie Noc Świętojańska.
Także ten, widziałam ludzi myjących okna dla Jezusa, paradujących do kościoła z koszyczkami, spędzających czas z rodziną i robiących te wszystkie niepotrzebne rzeczy, których sensu totalnie nie ogarniam. Ich wiara, ich tradycja, ich sprawa - nie wnikam, nie oceniam. 

Ciesząc się z wiosny i chwili wolnego, kupiłam kilka kwiatków, po czym na powrót podłączyłam się do inhalatora - mojego jedynego źródła ulgi w chorobie. Wdychając rozpylony roztwór sterydu, przynajmniej mogę nacieszyć się widokiem pięknych róż i hiacyntów. W ogóle, jeśli o te drugie chodzi, to ich zapach jest tak intensywny, że czuję go nawet mimo kataru :D

Ponieważ jestem strasznym Januszem, to nie lubię, jeśli cokolwiek się marnuje. Dlatego też, kiedy róże zaczną mi więdnąć, to obetnę ich łebki, a potem je zasuszę i wykorzystam - może jako ozdobę, a może jako dodatek do świec.
Kiedy hiacynty przekwitną, a ich pędy naziemne obumrą, zamierzam zachować cebule; ot, kwiatki są tak ładne, że chciałabym, aby wyrosły i i zakwitły również następnego roku.




~~O~~

Klusek zdołał się już całkowicie zaaklimatyzować w domu. Obserwuje moje pozostałe koty i po woli zaczyna przejmować ich nawyki.
Oczy ma już prawie całkowicie wyleczone, dziwne zgrubienia skóry zniknęły, a jego futerko, jest w coraz lepszej kondycji. Dodatkowo, jegomość zrobił się całkiem wybredny; nie zjada łapczywie wszystkiego co popadnie, tak jak kiedyś. Teraz, mając jedzenia pod dostatkiem, kociur pokazuje swoje prawdziwe, żywieniowe upodobania.
Przez większość czasu, Klusek wyleguje się na miękkich posłaniach, a kiedy jestem w domu - to wszędzie za mną chodzi i nachalnie nadstawia łebek, aby tylko go pogłaskać. Ignorowany (serio, nie mogę go niańczyć przez cały czas), zaczyna się kiwać, jakby miał chorobę sierocą.





~~O~~

A tutaj, jest Marcelinka, czyli najstarszy osobnik w stadzie. 
Na zdjęciu wyszła na tyle niekorzystnie, że z twarzy, wygląda jak jakiś wombat.
No, ale w sumie pocieszna jest, więc ją tu wstawiam.




~~O~~

Mam też trochę nasion, które na dniach zamierzam wysiać.
W moim ogródku rosło wiele odmian mięty, ale niestety, psy sąsiadów które dosłownie przelewają się do mnie przez ogrodzenie, wszystko rozkopały i nie wiem, czy jakakolwiek z roślinek to przetrwała i czy w tym roku urośnie.
Kupiłam więc miętę meksykańską, którą najprawdopodobniej wysieję w skrzynkach. Podobnie uczynię z maciejką, którą następnie ustawię na parapetach, aby wieczorem pachniało w domu.
Zdobyłam także kosmos, inaczej zwany onętkiem. Prawdopodobnie jest to jedna z ulubionych roślin dziewcząt, określających się mianem tumblr girl xD Swego czasu, pełno było zdjęć onętka na tumblrze. I w ogóle - ja również mam tam bloga, ale za cholerę, nie uważam się za jakąkolwiek odmianę tamble geaaa (poważnie, w jednej kawiarni słyszałam, jak jakieś dziewoje wymawiały to właśnie w taki sposób). Lubiłam onętki, jeszcze zanim były modne. Nadal je lubię. Rozsieję je po całym ogrodzie i będę ich miała w chuj! bardzo, bardzo dużo. A następnie, zalęgną się w nich biedronki.



Dobra, tyle na dzisiaj.
Ni wim, czy w tym miesiącu jeszcze coś tu napiszę - bo leniwa jestem.